
Wiem, że to klasyka klasyki, ale często też bywa, że owa klasyka jest ignorowana. Tak więc prezentuję Wam Billa Withersa. Leniwe lata '70, niezapomniane 'Ain't no sunshine'. Świetna płyta na letnie wieczory. Słuchając jej marzę o ganku i bujanym krześle. Tylko słuchać, bujać się i żuć źdźbło trawy...



