
W muzyce zespołu The Heavy mocno urzekła mnie jakaś specyficzna zadziorność, drapieżność sącząca się z większości utworów z ich nowej płyty. Nie wiem na czym to polega i czy jest to efekt zamierzony ale gdy słucham np." that kind of man" to jakoś zęby same zaczynają przygryzać mi wargi tak mocno, że muszę uważać by nie popłynęła z nich krew. Zdałem sobie sprawę, że gdzieś głęboko we mnie wciąż drzemią pierwotne instynkty czekając tylko na jakiś bodziec który pozwoliłby im się przebudzić. The Heavy niewątpliwie takim bodźcem mogło by być więc dla bezpieczeństwa słucham ich ze związanymi rękoma, przypięty pasami do łożka. Pewnie, że jest cholernie niewygodnie...ale co tam...warto się pomęczyć;)